Właściwie w tym tygodniu nie działo się nic ciekawego. Żadnych przełomowych zdarzeń. Ale pomyślałam, że warto coś wreszcie dodać, bo jak to mi się często zdarza - zapomnę o moim blogu. O tym, co działo się w poniedziałek, wtorek, środę i czwartek niestety nie napisze z jednego zasadniczego powodu - nie pamiętam co robiłam. To może wydawać się dziwne, bo to było całkiem niedawno, ale w wakacje nie zastanawiam się co było poprzedniego dnia, tylko idę dalej. Tak więc początek tygodnia został przeze mnie zapomniany i usunięty w pamięci. W piątek, mniej więcej w porze obiadowej poszłam do Budynia, ponieważ miałam spędzić u niej noc. Otworzyła mi jej babcia i powiedziała, żebym poszła na górę. Tak też zrobiłam i nie zdejmując butów, poczłapałam po schodach do pokoju Klaudii. Niczego nieświadoma, pociągnęłam za klamkę. W pokoju zastałam Budynia tańczącego na parapecie i olbrzymi bałagan. Wszystkie ubrania i zawartości szafek były na podłodze. ,,To jednak nie pochodzimy dzisiaj po sklepach.." - pomyślałam. Sprzątałyśmy do wieczora, a kiedy skończyłyśmy, poszłyśmy do Lidla po zapasy słodyczy. Wieczorem zrobiłyśmy impreze : zaprosiłyśmy Patrycję, Kaśkę i Karolinę. Jak na każdej przyzwoitej domówce, zostawiłyśmy pokój w ruinach i poszłyśmy na dwór, aby zobaczyć się z chłopakami. Siedzieliśmy pod Krusem do 22, aż zadzwonił ojciec Klaudii i kazał wracać do domu. Potem była powtórka z rozrywki i znowu musiałyśmy sprzątać. Przegadałyśmy całą noc i po 7 położyłam się spać. Za ponad 2 godziny obudziłam się i poszłyśmy się opalać. Koło 18 Budyń odwiózł mnie do domu i zaczęła się burza. Nie będę się już rozpisywać o niedzieli, ponieważ i tak już za dużo napisałam. Powiem tyle, że cały dzień siedziałam nad jeziorem.
niedziela, 28 lipca 2013
bebebebeb, czyli krótkie sprawozdanie z ostatnich dni
Właściwie w tym tygodniu nie działo się nic ciekawego. Żadnych przełomowych zdarzeń. Ale pomyślałam, że warto coś wreszcie dodać, bo jak to mi się często zdarza - zapomnę o moim blogu. O tym, co działo się w poniedziałek, wtorek, środę i czwartek niestety nie napisze z jednego zasadniczego powodu - nie pamiętam co robiłam. To może wydawać się dziwne, bo to było całkiem niedawno, ale w wakacje nie zastanawiam się co było poprzedniego dnia, tylko idę dalej. Tak więc początek tygodnia został przeze mnie zapomniany i usunięty w pamięci. W piątek, mniej więcej w porze obiadowej poszłam do Budynia, ponieważ miałam spędzić u niej noc. Otworzyła mi jej babcia i powiedziała, żebym poszła na górę. Tak też zrobiłam i nie zdejmując butów, poczłapałam po schodach do pokoju Klaudii. Niczego nieświadoma, pociągnęłam za klamkę. W pokoju zastałam Budynia tańczącego na parapecie i olbrzymi bałagan. Wszystkie ubrania i zawartości szafek były na podłodze. ,,To jednak nie pochodzimy dzisiaj po sklepach.." - pomyślałam. Sprzątałyśmy do wieczora, a kiedy skończyłyśmy, poszłyśmy do Lidla po zapasy słodyczy. Wieczorem zrobiłyśmy impreze : zaprosiłyśmy Patrycję, Kaśkę i Karolinę. Jak na każdej przyzwoitej domówce, zostawiłyśmy pokój w ruinach i poszłyśmy na dwór, aby zobaczyć się z chłopakami. Siedzieliśmy pod Krusem do 22, aż zadzwonił ojciec Klaudii i kazał wracać do domu. Potem była powtórka z rozrywki i znowu musiałyśmy sprzątać. Przegadałyśmy całą noc i po 7 położyłam się spać. Za ponad 2 godziny obudziłam się i poszłyśmy się opalać. Koło 18 Budyń odwiózł mnie do domu i zaczęła się burza. Nie będę się już rozpisywać o niedzieli, ponieważ i tak już za dużo napisałam. Powiem tyle, że cały dzień siedziałam nad jeziorem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz