,,Aga, chodź, jedziemy nad jezioro posprzątać ośrodek". Kuźwa - pomyślałam. Wybierałam się do Budynia i naprawdę nie miałam ochoty spędzić dnia na ośrodku sprzątając. Więc wywieziona poza miasto siedziałam nad jeziorem. Wywieziona - brzmi to tak, jakby rodzice zawieźli mnie tam i zostawili. Ale oni cały czas byli ze mną, więc może lepszym określeniem będzie ,, zawieźli bez mojej zgody". Więc zawieziona-bez-zgody musiałam siedzieć tam i grabić liście. Potem poszłam się poopalać, ale niedługo wróciłam, bo nie miałam ochoty siedzieć nad jeziorem sama. Kiedy przyszłam narzekałam rodzicom, że chcę wracać. Zajęło mi to koło godziny, ale kiedy wreszcie mieli mnie dość, odwieźli mnie. W domu byłam o 14. Poszłam więc do miasta, a następnie do Budynia. Kupiłam nam lody, więc siedziałyśmy zajadając je i grając na gitarze. Potem poszłyśmy na ,,piknik" do kumpeli zwanej ,,Kaśką". Zdemolowałyśmy jej dom, więc potem poszłyśmy we cztery (do Kaśki zabrałyśmy sąsiadkę Budynia - Patrycję) do Lidla. Chodziłyśmy po mieście i do domu dotarłam o 20. Poszłam na komputer i tak zakończył się mój dzień. Nie był najgorszy, ale wspaniały też nie był.

Świetne! :D
OdpowiedzUsuń,,zawieziona-bez-zgdy" - hahaha xD
OdpowiedzUsuńNiesamowite masz te teksty! Chciałabym Cie poznać prywanie.
Bonku ty mój kochany, powodzenia ! :** Przybędziesz do mnie dziś, w ten deszcz -.- ?
OdpowiedzUsuńJesteś mile widziana, skalb
Jutro przyjde. O 8.00 cie zbudze :**
Usuńo Ty sraku zasrany i obesrany naokoło -.-
OdpowiedzUsuńprzychódź ^.^